Bohaterowie

piątek, 3 listopada 2017

40. A Ty to nowy rodzaj swatki, czy co? :D

Kolejny dzien. Jeszcze jeden do kolekcji tych dni, które mogę zaliczyć do najgorszych. Nic już nie jest takie samo. Jakby ktoś wyciągnął ze mnie cały mój chory optymizm i przetrzymywał go kilometry od mojej osoby. Wcale nie kilometry... Niby załatwiamy nadal nasze wszystkie sprawy z Simonem, niby rozmawiamy ze sobą, ale czuję się "przytomny-nieobecny" w tym wszystkim. Niby jestem sobą i nie pokazuje na świat tego, co mogłoby wydawać się dziwne dla pozostałych. Oni nadal uważają, że rozmawiają z prawdziwym mną. Ta... chyba prawdziwym na pokaz... Prawdziwy ja to ten, który zamiast udzielać wywiadów zamknął by się w pokoju i nie pokazywał swojej idiotycznej twarzy na światło dzienne. Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, że ja i Juls to już przeszłość. Skoro już o niej wspomniałem to muszę przyznać, że nie widziałem tej ślicznotki, ani nie słyszałem jej idealnego głosu chyba od tygodnia...

- Horan idioto jak mogłeś?! - nie ma to jak powrzeszcześć na samego siebie. Może nikt nie usłyszy... Może nie uznają mnie za kompletnego wariata.. Może.. Ciężki los człowieka. - Głupi, głupi, głupi! - walę pięścią w ścianę na samą myśl o tym, co wydarzyło się tego wieczoru. Jak mogłem dopuścić do takiej sytuacji? Jak mogłem zranić osobę, na której zależy mi najbardziej na świecie?
- Stary... idź z nią lepiej pogadać, a nie rujnujesz nam dom.. Wszystko się trzęsie - usłyszałem głos przyjaciela, który jak zwykle starał się poprawić mi humor. Cały Lou. On jeden wierzy w to, że ta cała sytuacja nie był planowana, że nie chciałem tego, że to ona mnie pocałowała, a nie ja ją...
- Dobrze wiesz, że ona nie chce mnie już widzieć - odpowiedziałem, gdy zauważyłem go w progu mojego pokoju.
- Skąd wiesz? Może akurat bardzo by tego chciała, ale nie moa odwagi by tu przyjść? Z resztą ja na Twoim miejscu to...
- Nigdy nie byłeś na moim miejscu więc nie udzielaj mi rad.. - rzuciłem
- Może byłem, może nie.. Czasem powinieneś posłuchać kogoś poza sobą Niall - przewróciłem oczami - Przemyśl moje słowa Horan
- Może... A co jeśli zamknie mi drzwi przed nosem, albo ich nie otworzy, albo wyśle Oliv by mnie odesłała, alb...
 - Nie wymyślaj mi tu tylko działaj. Czas leci, a wiem, że Ci zależy.. - Podsumował i zostawił mnie samego z milionem myśli. Jakim cudem on mnie tak dobrze zna no..? Nic się przed nim nie ukryje. Czasami nawet się go boję, bo może to jakieś medium jest, albo jeszcze coś gorszego.. Nie wiem, czy pomysł Pasiastego ma sens. Po chwili rozmyślań doszedłem do wniosku, że postawiłbym świat na głowie byleby dostać jeszcze jedną szansę. Muszę spróbować. Nie mogę jej stracić na zawsze...

 
<--- Oczami Juli --->
 
- Jeszcze trochę i wpadnę w monotonię - warknęłam na siebie, gdy kolejny dzień nie mogłam otworzyć oczu mimo witających mnie promieni słońca. Z resztą czemu się tu dziwić... Nialler... Znowu on w moich myślach, znowu łzy pojawiają się oczach. W głowie wyświetlają się wspomnienia, wszystkie szczęśliwe chwile, a zaraz po nich... Kochałam go, ufałam mu bezgranicznie.. Właściwie to nadal kocham, ale minie sporo czasu zanim znów będę mogła spojrzeć mu prosto w oczy i zapić się w jego hipnotyzujących, niebieskich tęczówkach. Ciekawe, czy to kiedykolwiek nastąpi, czy wszystko wróci do normalności..
- Nie! - wrzasnęłam do poduszki. To staje się zupełnie normalne. Za pierwszym razem, gdy tak zaczęłam krzyczeć do puchowego materiału, Oliv momentalnie znalazła się pod moimi drzwiami kompletnie zdezorientowana. Długo nie musiała się do tego przyzwyczajać, bo to stało się moim nowym, porannym rytuałem. Potem śniadanie i powrót do leżingu. W takim stylu minął mi cały ostatni tydzień. Świetnie prawda?
Gdyby nie Zielonooka oraz Maddie, które za wszelką cenę chcą mnie pocieszyć to już dawano wylądowałabym w wariatkowie, albo zrobiła coś głupiego. Zdesperowanej i zdradzonej kobiecie różne pomysły chodzą po głowie... Czasami wbija też do mnie Danielle i próbuje mnie wyciągnąć na próbę, ale ja nie mam na to ochoty. Nie chcę nigdzie wychodzić, bo nie chcę spotkać Jego. Nikt nic o mnie nie słyszał, nikt nic nie wie... Nawet Cowell, ale co do jego osoby to nie mam pewności, bo pewnie już dawno by mnie powiesił za brak znaków życia. Przecież ot tak sobie przerwałam nagrywanie płyty i koncerty. Ktoś musiał mu pisnąć co się wydarzyło. Mad mówi mi, że fani się o mnie martwią, ale ja nie mam do tego teraz głowy, a przede wszystkim do sprawdzania serwisów społecznościowych.
- Śpiąca Królewno masz gościa - z rozmyślań wyrwał mnie głos współlokatorki.
- Jeśli to Mad t wpuść ją... Z nikim innym nie chcę rozmawiać...
- Juls.. Myślę, że te pyszczki to chciałabyś zobaczyć - powiedziała radośnie.
- A mówiłaś, że gościa. Jednego.. - odwróciłam się i zobaczyłam trzy pary oczu patrzące się w moim kierunku. - Cześć chłopaki - nie kryłam lekkiego zdziwienia. Myślałam, że już mnie nie odwiedzą, bo są po stronie Blondasia - A przyszliście bo?
- Co za powitanie. Ktoś tu ma humorki - mrużąc oczy i wpatrując się w moją twarz powiedział Louis.
- Musicie jej to wybaczyć - przyjaciółka starała się mnie jakoś wytłumaczyć.
- Dzięki adwokacie i przepraszam za tamto - głęboko westchnęłam - Po prostu nie jestem w nastroju by rozmawiać z kimkolwiek... Nawet z Wami.
- Ze mną też nie chce - westchnęłam na słowa pretensji Oliv. - Chcecie coś do picia? - zapytała.
- Sok marchewkowy, dla pana mleko, a dla tamtej ślicznotki solidną porcję gorącej czekolady - Pasiasty promiennie złożył zamówienie, co spowodowało minimalny uśmiech na mojej twarzy.
- Ooo... Jesteście tu 5 minut, a tej od razu lepiej - zauważyła Zielonooka.
- Do usług! - powiedzieli równo, a ona posłała całusa w ich stronę. Harold podskoczył i udawał, że łapie go całego i nie da nawet minimalnej jego części Lou. Oli roześmiała się i opuściła pokój.
- Zamierzasz kiedyś wyjść ze swojej jaskini i w końcu się z nami przywitać? - zapytał Loczek.
- Bo wiesz... Jakoś tak dziwnie mówić do góry puchu - dokończył drugi.
- No niech Wam będzie.. Czujcie się zaszczyceni.. - i wtedy stało się to, czego się obawiałam.
- Cześć Ju.. Julio Ty płaczesz?
- Nie płacze tylko płakała i to co najmniej przez tydzień ciemnoto! - podsumował Pasiasty i mocno mnie przytulił. Hazza zrobił to samo.
- Tęsknimy tam za Tobą kocie - stwierdził.
- Na pewno świetnie dajecie sobie radę. Jedna osoba w tą, czy drugą stronę. Przecież macie za mnie tamtą lasie z imprezy.. - Lou przewrócił oczami.
- Jasmin? Nie zadajemy się z nią. Po bitwie i tym incydencie, który widziałaś pokłóciła się z Horanem. Gdy ten wygarnął jej wszystko, co o niej myśli, spakowała się i wróciła do Irlandii szybciej niż przyjechała.
- No nieźle - przerwałam mu.
- A wiesz co? - przeniosłam wzrok na Pokręconego - Macie z Blondi sporo wspólnego - Lou posłał mu groźne spojrzenie. - Oboje leżycie, myślicie, macie doła, ale żadne nie ruszy się, nie zrobi kroku w przód, nie wyjdzie i nie porozmawia - powiedział jakby z wyrzutem. Niall przeżywa nasze zerwanie? A to Ci dopiero... Nie... Nie myśleć o nim. Zamknęłam ten rozdział... A jeśli tak nie jest, to ja pierwsza ręki nie wyciągnę. Jestem uparta po mamusi! O tak. Chociaż.. Skoro rozmyśla nad wszystkim to może powinnam da mu się wytłumaczyć? Może... Sama nie wiem.
- Ziemia do Juli! Gdzie wylądowałaś? - Styles machał mi dłonią przed oczami - Coś nie tak powiedziałem? - szybko mrugnęłam kilka razy by ocucić się do końca.
- Jest w porządku. Zamyśliłam się tylko - próbowałam jakoś wyjaśnić tę dziwną sytuację.
- Jasnee... - znowu chórek.
- Haroldzie! Pomóż mi tu na dole! - Oliv. Dzięki Ci wielkie, że chociaż jednego mogę się na chwilę pozbyć.
- Idę! - wstał szczęśliwy jak nigdy  i w podskokach ruszył w kierunku drzwi, które następnie delikatnie zamknął.
- To teraz się spowiadaj.
- Co?
- Julia przecież widzę..
- Niby co?
- Serio?
- O co Ci chodzi Lou?
- Widzę, że nadal Ci na nim zależy.
- Jak to? Czytasz w myślach, czy jak?
- Czyli nie zaprzeczasz. - Głupia i nieuważna ja. Jak mogłam tak łatwo dać się podejść i ujawnić?
- Może i nie, ale to i tak nie ma sensu. Skąd mam mieć pewność, że takie coś się już nie powtórzy. Skoro zdarzyło się raz, może wydarzyć się kolejny..
- Julio! Dobrze wiesz, że ma sens. Widziałem jak zareagowałaś na słowa Hazzy o Horanie. Gdzieś tam w głębi martwisz się o niego i masz nadzieję, że wszystko się ułoży. Jestem pewien, że oboje w tej chwili czujecie podobnie.
- Ekspert się znalazł.
- Może nie ekspert, ale dobry obserwator. Wiem, że nadal zrobilibyście dla siebie wszystko.
- Tomlinson nie rób tego.
- Czego?
- Nie graj mi na uczuciach.
- Nie robię tego. Ja tylko stwierdzam i łączę fakty.
- Akurat - prychnęłam.
- Z mojej strony mogę Ci tylko powiedzieć, że on żałuje tego co się wtedy stało.
- Powiedział Ci to?
- Nie usiał. To widać. Tak zdołowanego jeszcze go nie widziałem... - dziwnie się poczułam - Obstawiam, że jeśli porozmawiacie i tym razem dasz mu szanse na wytłumaczenie to wszystko pójdzie w dobrym kierunku.
- No ja nie wiem...
- Przemyśl to Juls, a w razie czego pytaj.
- Ciebie? A Ty to nowy rodzaj swatki, czy co? - zaśmiałam się.
- A co mi tam - odpowiedział mi uśmiechem i oboje zaczęliśmy się śmiać.
- A co tu tak wesoło? - zdziwiła się Oli.
- Jakoś tak wyszło - odparłam.
- Dzięki Ci Lou! Jesteś wielki i cokolwiek zrobiłeś.. Rób to częściej! - była wdzięczna.
- Do usług - odparł.
- No to teraz zapraszam na małe co nie co. Juli Ciebie też...
- No zobaczę...
- Nie zobaczę tylko już idziemy - marchewkowy adwokat się znalazł. - Zaraz ją przyprowadzę, a jak nie będzie chciała to ją zaniosę - zaśmiała się na jego słowa i zniknęła w korytarzu. - Jeśli nadal, po rozmowie będziesz miała jakieś wątpliwości o masz mój numer, a jeśli Blondi się nie odezwie to jest kompletnym frajerem i nie zasługuje na Ciebie - powiedział, a ja go przytuliłam.
- Maddie to musi mieć z Tobą dobrze - uśmiechnął się.
- Może, może.... - zabawnie poruszył brwiami na co kolejny raz się zaśmiałam.
- Ja wiem swoje..
- A ja swoje - podał mi rękę i zaciągnął prosto do przyjaciół.
 
_____________________________________________
 
 Mieć innych ludzi z sobą jest bardzo miłe
 i robi wszystko dużo fajniejszym.
 ~ Louis Tomlinson.

 
Dzień doberek Marchewki! :)
Przepraaaaaaaaaaaaaaaszam, przepraszam, przepraszam Was bardzo mocno!
Nie miałam głowy do tego by pisać..
Za dużo wszystkiego... Matura, koniec szkoły, ale teraz na szczęście już wszystko zaliczone...
Oczywiście na wyniki nadal czekam ;p
Wracam do pisania bloga i mam nadzieję, że uda mi się skończyć kiedyś tę historię tak, jak będę tego chciała.
Od teraz posty powinny pojawiać się regularnie ( postaram się oczywiście ) ;)
Nie zaglądałam tutaj, ponieważ ostatnio nie czułam się taką Directioner jak wtedy, kiedy zaczynałam..
Ciężki okres... 
Ale zrozumiałam jedno.. Nie ważne jak ciężko może być i tak wszystko kiedyś się potoczy się w stronę szczęścia :)
Dzięki powrotowi do przyglądania się życiu chłopaków wypełniłam część siebie, która rozpaczliwie wołała o powrót do przeszłości :)
Taki tam mój mały wywód i dziękuję każdemu, kto go przeczytał :)
Dziękuję wszystkim za komentarze i dziękuję każdej osobie, która przeczytała chociaż jedno zdanie na blogu! :)
Koffam Was i zapraszam na kolejne części <3
Wasza Ev.

39. Bitwa cz.2 + ...

Byłam szczęśliwa, że już po wszystkim. Postałam jeszcze chwilę z dziewczynami gdy nagle ktoś gwałtownie obrócił mnie w swoją stronę i próbował pocałować. Byłam święcie przekonana, że to mój Głodomorro, ale w ostatniej chwili otworzyłam oczy i nie uwierzycie kogo zobaczyłam. James. Ta świnia jeszcze nie zrozumiała, że między nami nigdy do niczego nie dojdzie. Był jednak tak blisko, że musiałam go w jakiś dziwny sposób przytulić, chociaż tego wcale nie chciałam. Po dosłownie sekundzie oderwałam się od niego.

- Ty Debilu! Co Ty sobie wyobrażasz?! - sprzedałam mu siarczysty cios w policzek.
- Ale Julia no.. Bosko wyglądasz - coś mruczał.
- Nie komplementuj! Co Ty tu w ogóle robisz?!
- Przecież pracuję dla Cowell'a...
- Aha.. - jak ja go nie cierpię - Super.. To teraz znikaj, bo nie mogę na Ciebie patrzeć - obrócił się i zrobił dwa kroki w przód - Albo poczekaj - cofnęłam bruneta.
- Już się stęskniłaś?
- Za Tobą? Nigdy.
- Jaaasne - burknął.
- Widziałeś gdzieś Niall'a?
- Może...
- Proszę Cię.. Nie rób z siebie większego idioty niż jesteś.
- Prosisz mnie? Jak bardzo - przybliżył się.
- Skończ! Wiesz, gdzie jest, czy nie, bo szukam go od występu? - byłam coraz bardziej poirytowana całą tą sytuacją.
- Ty go szukasz, ale on chyba nie chce się teraz z Tobą wiedzieć.
- Słucham? O co Ci chodzi?
- Odwróć się Skarbie - za to ostatnie słowo prawie znowu oberwał, ale nie ta głupia paplanina mnie rozzłościła. Moim oczom ukazał się widok Nandos'a obściskującego się z jakąś dziunią. Wyobraźcie sobie mój wyraz twarzy. Tak wnerwiona, delikatnie mówiąc, jeszcze nigdy nie byłam. Nie wiedziałam co mam zrobić... Podejść, czy odejść.. Ostatecznie wybrałam pierwszą opcję.
- Niall! Co Ty do cholery! - momentalnie odkleił się od swojej towarzyszki przedzierając się przez tłum.
- A ja Ci ufałam! - strzeliłam mu pięknego soczystego liścia - Z nami koniec! - wybiegłam,
- Julia! Julia zaczekaj! - wołał ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Biegłam prosto przed siebie. Moją jedyną myślą było jak najszybsze znalezienie się we własnym pokoju. Nie obchodziło mnie nic innego. Całe szczęście, że nie było daleko. Gwałtownie otworzyłam drzwi i momentalnie zamknęłam je na zamek od wewnątrz, by nikt nie wtargnął do domu. Pobiegłam na górę, rzuciłam się na łóżko i dopiero wtedy puściły mi emocje. Płakałam, co ja mówię, to był szloch szloch, który nigdy nie miał mieć miejsca, szloch zdradzonej dziewczyny.
- Julia otwórz! Wiem że tam jesteś! Otwórz te cholerne drzwi! - z zewnątrz dobiegał głos Horana. Ostatkami sił zwlekłam się z łóżka i podeszłam do okna by je zamknąć. Zobaczyłam go.
- Julia! - też mnie zobaczył..
- Czego chcesz?
- To nie tak jak myślisz...
- A jak? Wcale nie obściskiwałeś się z tą laską za moimi plecami, co? A może znacie się od dawna i codziennie się z nią pieprzysz, bo ja nie chce, co?
- Juls nie! Daj mi wytłumaczyć!
- Nie Niall. Nie będziesz mi nic tłumaczyć. Nie chcę Cię słuchać! Idź do twej Twojej "przyjaciółeczki" i niech się Wam układa!
- Przestań!
- Sam przestań! To nie ma sensu! Zrozum w końcu że z nami koniec! - zmieszał się - Słyszałeś,czy Ci przeliterować?
-Julia proszę!
- Narazie Niall. Powodzenia w życiu. - zamknęłam okno i płakałam dalej. Nie sądziłam, że taka sytuacja kiedykolwiek będzie miała miejsce między nami. Nialler był dla mnie wszystkim. To on pokazał mi jak ludzie mogą wzajemnie się kochaś. A teraz? Teraz wszystko prysło, bajka się skończyła, nie będzie happy end'u... Z każą myślą, z każdym wspomnieniem, czułam się coraz słabsza. Z domu chłopaków nadal dochodziły krzyki, ale dla mnie były tylko tłem do całej sytuacji. Powoli zapadałam w sen, w sen z którego nigdy nie chciałabym się obudzić. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ten cały konkurs ta rzekoma "zabawa" tak się skończy, a jednak... Dla większości jest to norma, lecz dla mnie to koniec świata.

<--- Oczami Niall'a --->

Z nami koniec! Słyszałeś czy Ci przeliterować?! - te dwa zdania, a przede wszystkim to pierwsze cały czas chodzi mi teraz po głowie. Nie wróciłem już na imprezę w ogrodzie. To nie miało sensu. Od teraz już nic go nie miało. Straciłem najważniejszą osobę w moim życiu. Zraniłem ją. Spieprzyłem to.
- Horan jesteś Debilem! Debilem, słyszysz?! - wrzasnąłem sam na siebie i opadłem na łóżko. Gdyby nie fakt że po mojej posesji chodzi teraz kilka tysięcy ludzi to chyba bym zaczął krzyczeć jeszcze głośniej... A tak nie słyszę nawet własnych myśli. - Ludzie idźcie stąd! - wydarło mi się z ust, ale i tak nikt mnie nie usłyszał. To był głos wołającego na pustyni. Misja nie możliwa. Już normalnie brakował mi sił. Zasłoniłem twarz poduszką i dziwnymi trafy wszystko ucichło. Hałas zniknął, ludzie odeszli. Jak mogłem dopuścić by Julia odeszła? By Jasmine mnie pocałowała? Nie wierzę w to co się stało. Przetarłem oczy, w których pojawiły się łzy, a ponoć faceci nie płaczą... Ach...Chyba mnie to przerasta... Jasmine pracuje z Cowell'em. Kiedy mieszkałem w Mullingar to mówiliśmy sobie wszystko. Kilka razy nawet się spotkaliśmy, ale na tym koniec. Przyłapałem ją z jakimś gościem, który okazał się być "homo nie wiadomo", a teraz ona myśli, że zobaczyliśmy się po takim czasie i nic się nie stało, a nawet że wszystko będzie po staremu.
A swoją drogą ciekawe co ją do tego skłoniło i jakim cudem wyczuła moment w którym Jul będzie tak blisko. Szczerze nie wiedziałem, że
- Ja pierdziele! Dlaczego to życie musi być tak porąbane i stwarzać tak chore "niespodzianki"?! -gadam sam do siebie... Stanowczo coś ze mną nie tak... 
- Tu jesteś Blondi! - usłyszałem głos, ale nie rozróżniłem do kogo należy, bo pierwszą myślą było nie zamknąłem tych cholernych drzwi..
- Wyjdź! Nie chcę z nikim gadać! - nawet nie zobaczyłem kto stoi w progu.
- Jesteś pewny? Kolacja na stole i już prawie nic nie ma...- kontynuował mój nieznany rozmówca, z którego każdym słowem starałem się rozpoznać nie przekręcając się w jego stronę.
 - Tak jestem pewny. Wyjdź i zostaw mnie samego!
 - Co Ci Horan? Gdzie ta głupawka z rana? A i po co Ci poduszka na głowie?
- Nic nie ma sensu... Julia odeszła, a ja jestem cholernym DEBILEM! - zaakcentowałem ostatnie słowo i zacisnąłem powieki. Przeniosłem poduszkę z twarzy na brzuch. Teraz wiedziałem z kim rozmawiam, a moja podświadomość nie pomyliła się.
- Że co powiedziałeś?!
- To co słyszałeś. Zerwała ze mną.. To koniec.. - opuściłem głowę.
- Co jej zrobiłeś przecież ona Cię kochała i od tak sobie nie zrobiłaby tego Niall..?
- Pamiętasz Jasmine z Irlandii, o której Ci mówiłem?
- No, a co ona ma do tego?
- Ma to, że ona mnie pocałowała, a Juls to widziała.
- Czy Cię do końca popierdoliło Horan?!!
- Tak Tomlinson! Wiesz zrobiłem to specjalnie! - powiedziałem wkurzony na przyjaciela.
- I nie poleciałeś za nią?
- Poleciałem, a nawet więcej. Poleciałem i zdążyłem się pożreć na wieki wieków.
- Żartujesz teraz.
- A wyglądam jakbym żartował? - Lou posłał mi słaby uśmiech - Nie żartuje i nie męcz mnie już - za nic w świecie nie chciało mi się z nim gadać.
- Jak tam chcesz - wyszedł. Zostałem sam, jak ona w świecie pełnym problemów...


__________________________________________
No cześć Pyśki :D
Pamiętacie mnie jeszcze, czy już nie? ;p
Po baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długiej przerwie mam dla Was kolejny rozdział ;p
Dzięki tym świętom jakoś wena do mnie wróciła xD
Aż trudno w to uwierzyć :D

"Ludzie uważają mnie za tego szczęśliwego, 
ale ja sądzę, że często mam pecha."

- Niall Horan
To co tam u was?
Co wydarzy się dalej między tą dwójką?
Obstawiajcie :D

Jak zauważyliście w opowiadaniu mamy już dwóch bohaterów nieco mieszających w idealnym życiu głównej siódemki ;)
Życzę szczęśliwego Nowego Roku! 
Wasza Ev.

38. Powoli zamieniam się w Niall'a + Bitwa cz.1 ;D

Po wczorajszych wygłupach z tymi debilątkami jak zwykle nie mogłam otworzyć oczu. To takie normalne położyć się spać o 3 nad ranem i przepudzić się po trzech kolejnych godzinach. Leniwie uniosłam najpierw prawą, a potem lewą powiekę. Dziwna cisza próbowała mnie otumanić. Niestety to się jej nie udało, bo uslyszałam ogromny huk. Przeraziłam się, ale i tak postanowiłam sprawdzić co to było. Wyjżałam przez okno, nic poza zachmurzonym niebiem. Wyjżałam na korytarz, nadal nic. Salon - taka sama sytuacja. Nagle błysk i znów ten dźwięk.

- Julia, ale Ty jesteś głupia - strzeliłam facepalm'a. - To burza, zwykła letnia burza, a nie jakieś stado złodzeji w spódniczkach hula. - czasem dziwi mnie, że nikt jescze nie zauważył, że rozmawiam sama ze sobą. Po "odkryciu Ameryki" podreptałam na górę. Położyłam się na łóżku, ale i tak już nie chciało mi się spać. Wyciągnęłam z szafki pudełko ze zdjęciami z tegorocznych, nadal trwających wakacji. Tyle się zmieniło, ale na plus oczywiście. Mam Nialler'a, nowych przyjaciół i kochaną Oli. Żyję w wymarzonym miejscu,robię jakąś tam małą karierę, ale przede wszystkim jestem sobą. Kocham to!
- Juli, Juli! Zejdź na dół! Masz gościa! - oznajmiła Czarnowłosa.
- Kogo?
- Zobaczysz. Złaź tu! - lekko myknęłam w stronę salonu.
- Daniele! - ucieszyłam się na widok dziewczyny.
- Aż tak się za mną od wczoraj stęskniłaś? - przytuliła mnie.
- Widać c'nie?
- Tak, tak.
- To co Cię sprowadza w moje skromne progi? - zapytałam podając jej cappucino.
- Słyszałam o tej całej waszej damsko-męskiej bitwie tanecznej.. - wybuchnęłam śmiechem. - Co sie stało?
- Nic, nic..
- Okeyy. No i pomyślałam, czy może nie chciałabyś na przykład mieć w drużynie jakąś pomoc w mojej skromnej osobie...
- Miło z Twojej strony, ale ja nawet drużyny nie mam..
- Serio?
- Noo...
- Daj mi 5 minut. - wyciągnęła z torebki komórkę i wykonała kilka telefonów - No to już ją masz! Pierwsza wasza próba o 14, tam gdzie zawsze.
- Jesteś wielka.
- Do usług - zaśmiała się - Ciekawe co tam u Twoich rywali...
- Sprawdzimy to?
- Jasne - po chwili stałyśmy już pod oknem chłopaków. Dan zerkneła do środka - Są w salonie. Chyba coś tam kombinują..
- Daj popaczeć - gestem dłoni pozwoliła mi na to. Ujrzałam zabawną sytuację. Piątka próbowała zrobić piramidę, ale coś im nie wychodziło..
- Ale ŁOSIE!
- I to tak na maxa! - straciłam równowagę i wylądowałam w roślinkach. Dani delikatnie mnie za to skorciła kiedy uciekałyśmy by nas nie zobaczyli.
- Sorry... - jedynie mi się wymskło. Odetchnęłyśmy dopiero w moim ogrodzie, rozkładając się na fotelach.
- Ale było fajnie - podsumowałam.
- Dla kogo fajnie dla tego fajnie.. - bąknęła Kręconowłosa wskazując na swoje buty.
- Nie moja wina, żezazwyczaj poza treningami zawsze zakładasz wysokie obcasy..
- Oj tam się czepiasz...
- Ale taka prawda.
- no dobra - powiedziała zrezygnowana - To odpoczęły i mogą iść na trening.
- Co? Już?
- Jakie już? Jest 12:30.
- Serio?
- Jakby nie patrzeć to tak.
- A jakby patrzeć?
- A jakby patrzeć to już 12:32.
- Bardzo śmieszne..
- Też Cię kocham. - udawałam fochniętą - To ja się zbieram, bo muszę zostawić jeszcze moje cudeńka...
- Skoro tak twierdzisz..
- Niestety.. To do za godzinę.
- No pa - pożegnałam się z nią, poszłam do pokoju po rzeczy na trening i zaniosłam wszystko do korytarza.
- Dani już poszła? - spytała znudzona Oli oglądając jakiś serial w TV.
- Tak.. Załatwiła mi drużynę na jutro i zaraz wychodze na naszą pierwszą próbę. Idziesz ze mną?
- Poszłabym, ale sędziemu to chyba nie wypada spoufalać się z jakąkolwiek ze stron.
- A no racja, racja... Wrócę pewnie koło 18. Jak coś to dzwoń.
- Dobrze generale! Powodzenia.
- Pa! - zniknęłam. Miałam sporo czasu więć wybrałam się piechotą. 20 minut i pod studiem. Szybko ubrała dresy i weszłam na salę. Dani juz tam była, a wraz z nią cztery inne dziewczyny.
- Już jestem!
- No hej - umiechnęła się do mnie - To są Perry, Maddie, Sel i Anna. Z nimi będziesz pracować.
- Juls!
- Mad!
- Ej to wy się znacie? - zdziwiła się Dan.
- Noo..
- Wow.
- Oj tam. Sorki dziewczyny. Jestem Julia.
- Hej - powiedziały sztywno. Mam nadzieję, że się rozkręcą, bo dziwnie by się pracowało z robotami.
- Przedstawiłam im całą sytuację, zgodziły się pomóc i zaraz zabieramy się do pracy. Układ siedzi mi w głowie odkąd pożegnałam dom Jul w południe. Idzie jakoś tak... 
- i zatańczyła. Jak dla mnie był trochę podobny do tego z piosenki "Single Ladies" Bayonce. Przez następne 3 godziny nauczyłyśmy się prawie całości. Detale zostawiłyśmy na jutrzejszą próbę.
- Jest już 17:30. Koniec na dzisiaj. Kocham pracować z zawodowcami!
- Weż przestań! - wrzasnęłyśmy wszystkie.
- Prawdę mówię. Wolę siedzieć tu z wami niż z tą piątką waszych NAPRAWDĘ UTALENTOWANYCH RYWALI.
- Da się z nimi wytrzymać. Cięzko, ale się da.
- Do tej pory nie wiem jak Ty to robisz - zaśmiała się.
- To ja lecę i do jutra dziewczyny! - kolejne już w tym dniu pożegnanie.
- Julia poczekaj! - usłyszałam wychodząc z budynku. - Już myślłam, że Cię nie złapię.
- Trzeba było krzyczeć zaraz po zajęciach.
- Sorry... To co tam?
- Ty się mnie pytasz co tam? Lepiej mi powiedź dlaczego się nie pochwaliłaś, żę oprócz projektowanie
 jeszcze tańczysz. To dopiero niespodzianka!
- Takie tam hobby...
- Hobby? Robisz to jak zawodowiec!
- Nie zamieniaj się w Dan.
- Nie mam zamiaru. Długo się znacie?
- Jakieś pół roku. Tańczyła w X-Factor kiedy zaczynałam współpracę z Simon'em i tak jakoś się zaczęło.
- To świetnie. Widać, że się dgadujecie.
- Dobrze jest. Co tam u chłopaków? - zmieniła nagle temat.
- U tych pięciu świrów? Chyba wszystko dobrze.Żyją, szaleją, zmyślają jak to oni.
- Czemu chyba dobrze?
- Uczyli się robić piramidę w salonie. Rozumiesz?
- Nawet za dobrze - szłyśmy chwilę w milczniu - A co u.. - blondynka powiedziała cicho, spojrzałam na nią - u Louis'a?
- U Marchewy?
- Tak u tej Zeberki, czy jakoś tak..
- Zeberki?
- Tak..
- A wiesz, że się właśnie pogrążyłaś?
- Czemu? - zauważyłam jej zakłopotanie.
- Bo po raz pierwszy nazwałam go tak dwa dni temu. Pisałaś z nim, czy randka?
- Spotkałam go na mieście..
- I od razu Ci powiedział: "Hej Maddie! Juli mówi, że ze mnie jest niezła ZEBERKA!" Coś mi tu nie pasuje.. Chyba będę musiała spytać się Małpeczki jak to było.
- Dobra już dobra
- Więc?
- Był spacer po praku i trochę sobie porozmawialiśmy.
- To już wiem co chyba dolego Lou..
- Co?
- Nic, nic - uśmiechnęłam się - Lubisz go, nie?
- A wiesz, a lubię. Wie jak poprawić humor nawet w najgorszy dzień.
- Ooo tak. To mu zawsze wychodzi.
- Ja skręcam. Do jutra ślicznotko!
- Papa - teraz to już chyba było ostatnie pożegnanie w dzisiejszym dniu.Oby. Wróciłam do domu i piersza rzecz jaką zrobiłam to: GDZIE JEST LODÓWKA?!. Powoli zamieniam się w Niall'a. Czyste szaleństwo, ale tak już jest.
- Kim jesteś i dlaczego okupujesz moją lodówkę?
- Miłe powitanie, też się stęskniłam i zgłodniałam ociupinkę przez ten taniec. - oświeciłam przyjaciółkę.
- Juli nie rób tego więcej.
- Przepraszam. Kolację?
- Z chcęcią. - zrobiłyśmy kanapki, zjadłyśmy i o dziwno każda poszła do siebie. Niby nie był to jakiś ciężki dzień, ale jakoś tak dziwnie sięczułam. Sprawdziłam twitter'a i kilka innych portali. Kilka hejtów, kilka komplementów. Już się tym nie przejmuję. Niall mnie tego nauczył. A właśnie NIaller... Ciekawe czemu dziś do mnie jeszcze nie napisał, ani nic. A co jeśli przez te wszystkie wygłupy coś mu się stało? Nie wytrzymałam wzięłam do ręki mojego iPhon'a.

"Dobry wieczór Kochanie. Żyjesz po drugiej stronie ulicy? Tęsknię xx. Mam tu tylko Twoje zdjęcie" 

Nie musiałam długo czekac na odpowiedź.

"Dobry wieczór ;* Jakoś daję radę, ale bez Ciebie jest mi ciężko xx"
"To czemu się nie odzywasz? xD"
"Harry i reszta mi zabronili z Tobą rozmawiać do ogłoszenia wyników tego 
naszego niby konkursu... :/"
"Niech ja ich tylko dorwę :D"
"Spokojnie, bo mnie więcej nie zobaczysz.."
"Dlaczego? o.O"
"Taki mam warunek. Rozmowa = przeprowadzka"
"Niech zgadnę pomysł Lou, tak?"
"Nie. Zgaduj dalej"
"Nie wiem, czy mogę... A jak Cie złapią i mi wywiozą?"
"Nie dam się"
"Powiedźmy, że Ci wierzę :D Nie mam pojęcia kto wymyślił takie coś. Pomożesz? xx"
"Dobra. Warunek Zayn'a. Nie wiem jakim cudem on na to wpadł"
"Wooow *_*"
"Dokładnie. Musze kończyć, bo ktoś się dobija. Kocham Cię. Dobranoc ;* ;* ;*"
"Ja Cię też i dobranoc <333"

- A to są sprytne robaczki - pomyślałam. Dochodziła 22. Przebrałam się w pidżamkę i zasnęłam.

<--- Piąteczek --->

Poranek minął jak każdy inny. Lenistwo, śniadanie, próba z Dan i resztą... Tym razem tylko godzina tańca. Dwie pozostałe spędziłyśmy wybierając stylizację i takie tam.. Nie powiem, nawet podobałam się sobie w nieco bardziej drapieżnym wydaniu. Fajnie to zabrzmiało. Bez dwóch zdań. Wracając do domu kupiłam coś na wynos z pobliskiej restauracji dla mnie i Oliv, bo coś jednak trzeba jeść. Serialowe popołudnie minęło bardzo szybko. Od 18 zaczęłam okupację łazienki. Jak to dobrze, że w domu są dwie. Gdy zeszłam już w pełni gotowa przed 20, Oli przetarła oczy ze zdumienia.
- Kto Ty i coś zrobiła z moją przyjaciółką?
- Przestań no.. - przewróciłam oczami - wszystkie mamy na sobie takie cosie no..
- Niall to Cię chyba w tym dzisiaj zgwałci - zaśmiała się.
- Ta zgwałci, ale chyba wzrokiem. Widziałaś gdzies mój czarny letni płaszczyk ten taki dłuższy?
- Nie chyba, a po co Ci on?
- No wiesz.. Musi być efektowne wejście - zrobiłam minę niczym Lady Gaga.
-Ale Ty jesteś głupia.
- Wzajemnie!
- Dzięki, dzięki, a co do płaszczyka to zobacz u góry na wieszaku koło mojego pokoju..
- Dobra - był tam, jakie szczęście..
- To idziemy?
- Tak, tak - zielonooka zamknęła drzwi. Pod domem chłopaków było stanowczo za dużo samochodów jak na sąsiecki pojedynek taneczny.
- O co tu chodzi? - spytałam Oli.
- To nie powiedzieli Ci, że oprócz bitwy jest impreza?
- Niee..
- Upss..
- A Ty oczywiście wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś. Dziękuję bardzo.
- Już się nie bulwersuj. Dobrze będzie. Dan idzie i chyba reszta Twojej drużyny, bo same mini i szpilki, żę aż się o was boję, a raczej o te wasze nóżki.
- Część dziewczyny i Oliv możesz być spokojna. Trenowałyśmy w nich.
- Hejo i niech Wam będzie.. Zostawiam Was, do 20.
- Pa sędziuniu! - machnęła ręką i zniknęła w tłumie.
- Wymyśliłam dla nas jeszcze jeden gadżet - szybko zabrała głos Maddie - to czarne maski, które powinny dodać trochę owagi i tajemniczości. - rozdała każdemu po jednej. Moja rózniła się tym, że miała złote dodatki. Super.. Kocham się wyróżniać..
- Uwaga! Uwaga! Wszystkich zgromadzonych proszę o spokój. Zaczynamy pierwszą, sąsiecką bitwę taneczną między One Direction oraz Juls i jej tancerkami - głos Oliv niósł się po całym osiedlu. Wszyscy klaskali i krzyczeli. - Muszę jeszcze ogłosić jedną sprawę. Oprócz mnie w jury zasiądą Simon Cowell i Danielle! - wyłonili się z tłumu i zajęli wyznaczone miejsca. To Ci dopiero niespodzianka! - Jako pierwszych zapraszam na parkiet gospodarzy dzisiejszej imprezy. Harry, Liam, Zayn, Louis, Niall chodźcie do nas! - piątka wybiegła na sam środek ogrodu. Wyglądali rewelacyjnie, a zwłasza moje kochanie. DJ włączył piosenkę i zaczęli. O dziwo szło im nawet dobrze. Nie pomylili kroków, nie zgubili rytmu. Jak na nich to świetnie. Układ nie należał do najtrudniejszych, ale był na poziomie. Każdy ich ruch pasował do bitu. Skończyli równo z ostatnią nutą.
- Brawa dla chłopaków!! Byliście świetni! Teraz przed wami Juls i jej świta! - przebrnęłyśmy jakoś przez cały tłum. Udało nam sę tak jak chciałyśmy, czyli kapelusze, opuszczone głowy, płaszczyki, równiutko, ktok w krok. Ustawione i gotowe do działania poprosiłyśmy o muzykę. Z pierwszym dźwiękiem pozbyłyśmy się niepotrzebnych rzeczy i zostałymy w samych kostiumach. To był szał! Zatańczyłyśmy perfekcyjnie bez jakiegokolwiek zawahania.
- Dziękujemy. Teraz czas dla sędziów, DJ muzyka, bawcie się! - byłam szczęśliwa, że już po wszystkim. Postałam jeszcze chwilę z dziewczynami, a potem udałam się po sok. Stanęłam rozglądając się gdy nagle ktoś gwałtownie mnie odwrócił w swoją stronę i...

__________________________________

Hejo Hejo! ;D
Na początku przepraszam, że tak późno i życzę ciekawych wakacji!! ;D
Druga sprawa to najlepszego dla mojej kchanej MADZI, która komentuje każdy rozdział i jest moją inspiracją i osobą, która dba bym nie zapomniała o blogu <333
Nie wiem co tu jeszcze napisać więc życzę miłych, ciepłych, nieburzowych dni. <3


"Każda dziewczyna jest piękna"
- Louis Tomlinson
I teraz specjalnie dla mojej Madzi fotki jej ulubieńca ;p







Kocham Was
Ev <3

37. Pączusiowaty ślimak i jego ekipa ;D

Sala 302. Wielu nazywa ją „salą tortur”. Stoję przed drzwiami i zastanawiam się kogo spotkam po drugiej stronie. Mam nadzieję,że nie tego palanta James'a jak ostatnio.. Dobra. Głęboki wdech i wchodzę. Wielkie lustro od razu przykuło moją uwagę. Mimowolni poprawiłam włosy ( jeszcze w progu sali ) i zagłębiłam się w pomieszczenie. Zauważyłam na macie jakąś dziewczynę. Nagle wstała i z uśmiechem podeszła do mnie.

  • Jestem Danielle, ale znajomi mówią mi Dan lub Dani – przedstawiła się – Ty musisz być Julia
  • No hej i zgadza się. Julia to ja, ale znajomi mówią mi Juli lub Juls – obie zaśmiałyśmy się. Dan na oko miała 20 lat. No maksymalnie 22 lata. Była średniego wzrostu, ale miała piękne i długie kręcone włosy, które wręcz idealnie do niej pasowały. - Nie mów, że będziesz moim choreografem..
  • Nie mogę nie mówić, bo to prawda.
  • Już lubię te zajęcia
  • Ja też. To tak... torbę możesz położyć obok mojej – zaniosłam pakunek – To co zaczynamy?
  • Tak jest! - zasalutowałam jej. Na początku Danielle uczyła mnie jak się porządnie rozciągnąć by nie mieć porannych zakwasów. Potem kilka podstawowych kroków. Spodobało mi się.
  • To teraz pokażę Ci cały układ, który musisz opanować. - zaczęła tańczyć. To świetna tancerka. Widać, że kocha to co robi i sprawia jej to dużo przyjemności. Piosenka umilkła.
  • To było świetne!
  • Dzięki. Ogarniemy to c'nie?
  • Ty już nie musisz, a ja... no nie wiem...
  • Kobieto nie zastanawiaj się tylko ruszaj na parkiet – zrobiłam jak kazała. Przez godzinę opanowywałam pierwszą część układu.
  • Z takimi ludźmi jak Ty to ja mogę pracować codziennie!
  • Wzajemnie – odpowiedziałam.
  • Zarządzam koniec na dzisiaj – wyłączyła radio – To teraz pod prysznic i widzimy się za 10 minut przy wyjściu.
  • Okey, a czemu? - trochę mnie zdziwiła.
  • Jak to czemu? Idziemy coś zjeść, bo po takim treningu to aż mam ochotę na małe co nieco – uśmiechnęła się.
  • W takim razie nie ma opcji, że odmówię – pomknęłyśmy się odświeżyć i po chwili obie opuszczałyśmy studio tańca. Zatrzymałyśmy się w parku koło budki z lodami. Kupiłyśmy kojące smakołyki i usiadłyśmy na jednej z ławeczek.
  • Opowiedz mi coś o sobie, bo wiem tylko tyle, że kombinujesz z muzyczną karierą – rzuciła z nienacka Dan.
  • A co chciałabyś wiedzieć?
  • Wszystko!
  • Nie wiem, czy zdążę skończyć zanim się ściemni...
  • Mamy sporo czasu. Zdążysz.
  • Jeśli tak uważasz to niech będzie. Pochodzę z Polski. Przyjechałam tu na wakacje, ale jest jak jest i moje wakacje się pewnie przedłużą. Mieszkam na tej samej ulicy co chłopaki z One Direction i to im zawdzięczam to, że podpisałam kontrakt z wytwórnią Cowell'a. Na ogół jestem chorą optymistką, a to oznacza, że niezależnie od sytuacji jestem sobą. Czasem brzdąkam na gitarze, piszę, a od dzisiaj będę tańczyć.
  • Szalejesz – roześmiała się – Też znam tych twoich „super normalnych” sąsiadów..
  • Serio?
  • Nom. Próbowałam podszkolić te 10 lewych nóg, ale ciężko, ciężko... - westchnęła.
  • Dasz radę. Ja z nimi muszę wytrzymywać 24/7..
  • Jak Ty to robisz?
  • Sama się zastanawiam. Teraz twoja kolej.
  • Ale na co?
  • Powiedź coś o sobie
  • Aaa... Jestem Dan, ale to już wiesz. Od zawsze uwielbiałam tańczyć i ta miłość doprowadziła mnie do obecnego stanu. Urodziłam się w Londynie. Tu też się uczyłam. Nie chcąc się chwalić wystąpiłam już w kilku teledyskach. Ostatnio tańczyłam razem z zespołem w x-factor'ze. To dzięki temu nawiązałam kontakt z Simonem i teraz mogę was troszeczkę pouczyć.
  • Wow – zamurowała mnie tymi teledyskami.
  • To nic takiego – zamachnęła ręką. Tak rozmawiałyśmy jeszcze przez no nie krótką chwilę. Sporo się jeszcze dowiedziałam o mojej trenerce.
  • Fajnie się siedzi, ale chyba czas się zbierać.
  • Niestety, ale na szczęście widzimy się jutro.
  • A no racja. To trzymaj się i do 14
  • Pa – przytuliłyśmy się i każda poszła w swoim kierunku. Wyjęłam telefon, a tam 17 nieodebranych połączeń i 6 wiadomości..
  • Teraz to mam przerąbane, ale chyba mi wybaczą – przeszło mi przez myśl. Jak najszybciej musiałam jednak dostać się do domu. Złapałam taksówkę i po chwili byłam na miejscu.

<--- --->


  • Gdzie Ty do jasnej cholery byłaś?! - miłe powitanie nie ma co..
  • Też mi Cię miło widzieć Zayn..
  • Julia! Wróciłaś! Już chciałem dzwonić na policję!
  • Spokojnie kochanie. Żyję i jak widzisz wszystko ze mną w porządku.
  • Nie masz pojęcia jak się martwiłem – Blondaś mnie przytulił.
  • Niall nie tylko Ty – w progu pojawiła się Oliv. - Po co Ci telefon skoro i tak nie odbierasz?
  • No przepraszam, że przedłużyły mi się zajęcia i nic Ci nie napisałam mamo... - przewróciłam oczami.
  • Mogłaś dać znać, że będziesz taaaak dużo później, a nie my tu od zmysłów odchodzimy, a ta sobie tańczy..
  • Długo będziesz mi to jeszcze wypominać? - zapytałam Czarnowłosą z miną kota ze Shrek'a.
  • Na razie masz spokój, ale pogadamy jutro.
  • Jakie jutro! Juli za pół godziny w salonie, bo ja chce wiedzieć co Ty tam robiłaś na tych zajęciach – oburzył się Lou.
  • Niech Ci będzie Marchewo – ucieszył się jak małe dziecko. Pomaszerowałam do siebie. Szybko zdjęłam ciuch by jeszcze raz się orzeźwić. Weszłam pod prysznic i omal nie zasnęłam. Ciepła woda podziałała na mnie jak kojący środek usypiający. To dopiero było dziwne. Wyszłam z kabiny, ubrałam się i związałam włosy. Szczerze to już mi się nie chciało schodzić do reszty, ale obiecałam tej pasiastej małpeczce to nie mogę zawieść. Leniwie zeszłam po schodach i wbiłam się na kanapę między Lou i Liam'a.
  • To opowiadaj.
  • A co chcesz wiedzieć? - normalnie się powtarzam..
  • Kto Cię uczy?
  • Daniele, ale wy ją znacie... - na to imię Liaś cały się spiął. Poczułam jak skurczyły mu się mięśnie i jak przyśpieszył oddech. - Wszystko okey? - zapytałam go z lekkim zdziwieniem.
  • Wszy..
  • Julio – poważnie moje imię wypowiedział Mulat – nasz Daddy się zakochał.
  • Słucham? - teraz to nie wiedziałam co mam powiedzieć i tylko to byłam w stanie z siebie wyrzucić.
  • No zakochał się w „Pani choreograf” - podkreślił dwa ostatnie słowa.
  • Dzięki stary. Mów to jeszcze głośniej i rozgłoś to na cały świat – skarcił do poirytowany Payne.
  • Spokojnie i tak by się dowiedziała..
  • A może sam chciałem jej powiedzieć później? Ty nigdy nie myślisz..
  • Że ja?
  • Nie, twoje odbicie laleczko.
  • Koniec tej bezsensownej kłótni. Liam powiedz mi tylko, czy to prawda.
  • Zaprzeczyć nie mogę.
  • To pogadamy potem, na wizycie u Dr. Juls Love, która przyjmuje naprzeciwko, okey?
  • Dr. Juls Love? Chyba skądś ją kojarzę..
  • Czemu mnie to nie dziwi Zeberciu? - wszyscy padli ze śmiechu.
  • Dzięki Juli. Wbiję jakoś niedługo, ale póki co to powiedz mi jak Ciebie nazwała Dan po tej próbie tańca..
  • A jak miałaby mnie nazwać?
  • No wiesz.. Ja jestem „Spiętokrzyw”, Hazza to „Loczkindenser”, Zayn to „Wieczneegocoś” takie typu „nie w twarz, nie w twarz!”, Nialler to „Pączusiowaty Ślimak”, a Lou to standardowa „Marchewa”..
  • Czemu tak? -rozbawili mnie.
  • „Bo z nami nie da się normalnie prowadzić zajęć, gdyż nie jesteśmy przystosowanie do poruszania więcej niż jedną częścią ciała w rytm muzyki” - zacytował, przynajmniej tak mi się wydawało, Nialluś.
  • Ulala.. - zaśmiałam się – coś mi się tam o tej waszej lekcji obiło..
  • Serio?
  • No serio. Dani mówiła, że z wami to raczej lepiej nie tańczyć, bo i tak zawsze jeden uderzy drugiego, a ostatni ją..
  • Mówiłem, że masz ją trzysta razy przeprosić – powiedział Li patrząc na Loczka.
  • Sorry...
  • Zeszliśmy z tematu... To jaką masz ksywkę Juli? - na odpowiedz niecierpliwie czekał Zayn.
  • Ale ja nie dostałam żadnej.. Dani powiedziała mi tylko, że z takimi jak ja to mogłaby pracować codziennie – szczeny im opadły. - Chłopaki oddychamy. Tu rzeczywistość!
  • To nie możliwe..Przecież Ty...Nie, no nie... - przerywali zdania.
  • Wyczuwam klubowy melanż w naszym ogródku, bo to trzeba sprawdzić – oprzytomniał Lou.
  • Co sprawdzić?
  • Twoje „densy” pani „KRÓLOWO PARKIETU”
  • No chyba wasze!
  • Twoje!
  • Wasze!
  • Ludzie ogar! Ogłaszam konkurs. Ta piątka kontra Juli i cztery inne dziewczyny. Ja będę sędzią. Zgoda?
  • Zgoda.
  • Za dwa dni, w wigilię wielkich występów, o 20 przy basenie. Bądźcie gotowi – przytaknęliśmy. Od tego momentu każdy z nas układał plan pokonania drugiego. Szykuje się fajna zabawa, ale ja jeszcze nie wiem kogo będę mieć w drużynie...

________________________
No to wróciłąm do moich koffanych Marchewek! :D
Długo zajęło wam zdobycie tych czterech komentarzy.... 
Mamy 37 i co najważniejsze to nie koniec :D
Jak tam u was w szkole? Wszystko już skończone i czujecie wakacje, czy tak jak u mnie ostatnie sprawdziany i uczucie jakby nauczyciele chcieli wszystkich zostawić w tej samej klasie...?
No nic..
Daję jeszcze cytat jak zawsze z resztą no i zdjęcia ;p
Dzisiaj Wembley! Odwieczne marzenie chłopków wkońcu się spełniło!

Nikt na świecie nie ma takich fanów, jak my,
 którzy pokazują miłość i wsparcie każdego dnia. 
~ Liam Payne.










No to by było na tyle i do zobaczenia / poczytania w wakacje! <333
Wasza Ev.